Seksualnosc Rozowej Pantery – Efraim Medina Reyes

1.
Ogladam film w telewizji. Moj szwagier kreci sie po pokoju, ma na sobie tylko brudne i potargane majtki, ktore odslaniaja mu jaja i kawalek dupy. Wiem, ze ma mnie dosc, ze nabiera odwagi, by powiedziec mi pare slow. Jest pijany i troche sie chwieje, a moze tylko udaje. Moja siostra i jej coreczka sa w sypialni. Moj szwagier zbliza sie do mnie i pyta:
– „Co do huja za film ogladasz?”
– „Gattopardo.”
– „Zawsze tak siedzisz.” Drapie sie po jajach, wklada palec do nosa, pierdzi.” To moja kurewska telewizja i nie moge jej nigdy ogladac”
– „Chcesz zebym zmienil kanal?”
– „Czego do cholery ode mnie chcesz?”
– „Nic.”
– „Czego do huja chcesz?”

Nadchodzi moja siostra i probuje go uspokoic. Udaje twardego, sciska piesci, stawia sie i mowi, ze jest twardy, najsilniejszy typ jaki istnieje, nikt go nie oszuka. Delon i Cardinale kreca sie po salonach palacu: sa tacy piekni i czysci, nawet kurz na tapicerce jest nienaganny. Delon ja caluje i odczuwam pustke, wielki dystans. Moj szwagier lapie sie za jaja i puszcze serie bakow. Moja siostra mowi mu, ze nie mialem szczescia, ze juz wkrotce cos znajde, ze nie mam nikogo na swiecie. On odpowiada, ze ma tego po dziurki w nosie, ze ssam jego krew, ze nie moze ogladac telewizji ani isc do lazienki, ze zyje bez srania. Coreczka zaczyna plakac, moja siostra mowi, ze to jego wina, on mowi, ze wina jest moja. Pulsuja mi skronie. Ide do pokoiku z tylu domu i wkladam moje rzeczy do starej walizki. Oni kontynuuja klotnie a corka wydziera sie jak wariatka. Wylaczam telewizje i przechodze miedzy nimi. On sie smieje, mowi, ze jestem tchorzem i umre z glodu, ze zaznam niedoli. Troche nad tym mysle i mowie, ze nie sadze. Drzwi pojawiaja sie przede mna jak straszna paszcza, otwieraja sie, przechodze przez nie i zamykaja sie za mna. Dziewczynka krzyczy, zebym nie odchodzil a moja siostra prosi bym zaczekal. Mysle nad tym z zacisnietym zebami i odpowiadam nie, tym razem NIE. Moja siostra i szwagier kontynuuja klotnie, ale juz niedlugo beda w lozku i beda sie dobrze bawic. Niewazne jak bardzo mnie kocha, jest jego zona, jest w nim zakochana, maja dom, telewizje i baki. Noc jest ciepla i odlegla. Moj umysl dostosowuje sie do sytuacji i rozwaza opcje: kilka i skomplikowanych. Na przystanku autobusowym rozmawiaja dwa typy. Rzucaja mi spojrzenie i wracaja do swoich spraw. Nie wydaja sie zmartwieni, tylko rozmawiaja i czekaja na autobus. Rozmawiaja o pracy i kobietach, jak zle wyglada sytuacja w kraju i jacy sa dobrzy w lozku. Pala, zartuja i opowiadaja historyjki…
Mysle o majtkach szwagra, o jego bakach o Gattopardo. Moze gdybym go pobil czulbym sie lepiej albo i nie: jest wielki i postawny, urodzony do walki. Raz rozwalil gebe trzem typom w barze. Szanse jakie z nim mialem byly minimalne a jesli jest cos czego teraz potrzebuje to wszystkie kosci na swoim miejscu. Wysiadam z autobusu i kieruja sie w strone budynku, w ktorym mieszka F.: to nie do wybaczenia nadejsc o polnocy, ale nie mam innego wyjscia.
Winda jest stara i chwieje sie troche. Facet, kroty nia dyryguje tez  jest stary i chwiejny. Patrzy sie na mnie rozdrazniony i mowi:
– „Troche pozno, eh?”
– „Tak” mowie. „Jest pozno.”

Dodaj komentarz

Filed under proza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s